Czasem patrząc na ludzi dookoła mnie zadaję sobie pytanie: Co ja tu robię? Kim jestem? Dla siebie, świata, najbliższych?
Fakt, wygląda to trochę jak choroba Alzheimera w zaawansowanym stadium na pierwszy rzut oka. Ale to są zwykłe pytania, najtrudniejsze jakie możemy sobie zadać. I zadajemy je często. Czasem znajdujemy odpowiedź, ale nigdy nie dokonujemy tego sami. Dopiero inni ludzie mogą wyciągnąć nas z tej matni, labiryntu samooceny i poczucia własnej wartości. Odpowiedź na to pytanie wymaga współpracy pomiędzy nami samymi i innymi ludzmi. To jest chyba ten najtrudniejszy punkt. Tak naprawdę to chyba nigdy nie uzyskamy pełnej i obiektywnej odpowiedzi od świata. Świat się cały czas zmienia, pędzi do przodu i ani myśli się zatrzymać. A ludzie dookoła jak liście na wietrze...
Pytania te zadajemy sobie czasem zachowawczo, czasem z ciekawości, a czasem z przeczucia, że za chwilę stracimy samych siebie, albo gdy dociera do nas świadomość, że to już się stało. I nie mieliśmy na to wpływu. Zdajemy sobie sprawę, że to były tylko konsekwencje naszych działań.
A potem zaczyna się coś niezwykłego. Ciało zaczyna pracować razem z duszą, mózg analizuje wszystko, co pamięta, a świadomość idzie na urlop. Analizujemy i przewartościowujemy swoje życie, działania, cele. I nigdy nie jesteśmy potem tacy sami.
Pojawiają się nowe pytania. Dylematy. Widzimy nowe drogi, a niektóre ze starych zamykają się bezpowrotnie.
Wszystko zaczyna się od początku. Koło się zamyka z nami w środku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz