niedziela, 5 stycznia 2014

Och! Nowy rok!

Nowy rok = postanowienia!
I znowu wszyscy się zarzekają, że będą lepsi, dla siebie, dla innych i inne cuda na kiju, czyli generalnie dążenie do wyidealizowanego obrazu, bo nowy rok i jakoś można go zacząć inaczej niż zwykle. Chociaż i tak każdy rok kończymy tak samo.

 Czy zmiana jednej cyfry, w porywach do dwóch, na koncu daty ma aż tak dużą siłę motywacyjną dla ludzi? Czemu nie zacząć wszystkiego od nowa od następnej sekundy czy minuty?

Dla mnie nowy rok to tylko następny dzień, w którym podejmuje się decyzje o następnych dniach. Jak każdego dnia. Co ma do tego data? Życie i czas nie zwracają na to uwagi, cały czas zmierzają w nieokreślonym kierunku i nie mają zamiaru się zatrzymywać. Ciekawy cel - dotrzeć tam, gdzie rozpęd nas wyrzuci, gdzie zgodnie z prawami fizyki będziemy za chwilę. Gdzie wszyscy będą w tym samym momencie, a gdy dotrzemy do kolejnego celu nie będzie już nikogo. Po prostu w każdej chwili być, bez względu na to gdzie i w jakiej sytuacji. Istnieć pomimo wszystko, ale zgodnie ze wszystkim. Nie czekać na zmianę cyfry, która nie ma żadnego znaczenia, istnieć, żyć.

Może warto zacząć od tego, żeby rok skończył się inaczej?

4 komentarze:

  1. Kra - też zaczęła żyć po Nowym Roku - to też dowód na pewnego rodzaju postanowienie umotywowane zmianą daty... .Być może podświadome ale jednak wygląda na postanowienie. Albo walkę Postu z Karnawałem... .

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, drogi Gajowy Marucho. Twój pierwszy komentarz mi przypomniał, że coś kiedyś zaczęłam i że nie mam żadnego obowiązku tego kończyć. Ale zawsze mogę kontynuować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale podświadomości nie jesteś w stanie oszukać....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czuję się zobowiązana udowadniać Ci, że czarne jest czarne a białe jest białe. To Twoje zdanie na ten temat i nie mam zamiaru ci go w żaden sposób odmawiać.

      Usuń