środa, 30 października 2013

Odpowiedzialność, równanie sprzeczne, ale konieczne.

Za co? Za wszystko. Za swoje życie, za życie innych, bo wpływamy na nich. Odpowiedzialność za nasz własny świat, w którym żyjemy. Za naszą rzeczywistość. Każdy ma swoją rzeczywistość, bo każdy patrzy na ogół zdarzeń z innej perspektywy.

I co z tą odpowiedzialnością?


Ano trzeba ją czasem udźwignąć. Lekka zwykle nie jest. Ale konsekwencje bywają cięższe. A czasem się udaje jakoś od noszenia ich wymigać. Najgorsza jest chyba odpowiedzialność grupowa, bo to tak trochę jakby oczekiwać od świata, że wszystkie liście z jednego drzewa spadną konsekwentnie jednego dnia, w jednym momencie. Wszystko jest dobrze, póki sami możemy decydować, czy bierzemy tą cześć odpowiedzialności na siebie, czy nie. Schody się zaczynają, gdy odpowiedzialność staje się obowiązkiem, bo wtedy wychodzi masło maślane. Ogół obowiązków, które składają się na odpowiedzialność staje się jeszcze większym obowiązkiem, poprzez odpowiedzialność, która się tym obowiązkiem staje. Nie, nic nie wdychałam. To wygląda jak zadanie z matematyki, w którym iks większy od igreka okazuje się być od niego dwukrotnie mniejszy. Równanie sprzeczne, ale konieczne. I że niby z prawem na świecie jest łatwiej, bo to wtedy nie anarchia? Z prawem nielogicznym to chaos w cyrku na kółkach. I wtedy dopiero dzieją się cuda na kiju, czyli powstaje chora rzeczywistość. A nauka jest przy tym bezsilna, bo to kwestia polityczno – społeczna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz