środa, 16 października 2013

Gdzie się podziała selekcja naturalna?

Gdzieś pomiędzy nauką, cywilizacją i etyką. Z jednej strony mordka  nam się cieszy, gdy widzimy uratowanego zwierzaka, który mimo opatrunków i kroplówek niedługo będzie cieszył się życiem, a  z drugiej ręka wędruje na twarz, a krtań emituje zdanie „Ewolucjo, proszę, zweryfikuj swoje ostatnie działania”, widząc zdobywców nagrody Darwina oraz niektórych jeszcze nienominowanych.
Oczywiście każdy ma prawo żyć, ale niektórzy z dala ode mnie. I tak ma każdy człowiek, jednak każdy ma inny zakres tolerancji na dany typ charakteru. Nie wiem jak inni, ale ja mam „radar”, określający jak bardzo charakter danego człowieka może mnie zirytować. Najgorsza jest sytuacja, gdy jesteśmy skazani na człowieka, który nie tylko charakterem, ale i głupotą wyprowadza nas z równowagi. Jakkolwiek najlepszym uniknięciem towarzystwa wątpliwej jakości jest zabranie swojej szanownej osoby  na pewną odległość, o tyle współpraca z takim elementem jest niemożliwa. Oprócz uprzedzenia kompletne załamanie i irytacja.
Poradniki głoszą: „nie załamuj się, zmień nastawienie!”, „Każdy człowiek ma zalety, odkryj zalety znienawidzonego osobnika!”, a mi się słabo robi. Wbrew założeń pacyfizmu moja podświadomość woli przyczynić się zawczasu do przetrwania gatunku i wzięcia sztachety w dłoń. Podświadomość to wspaniała rzecz, dzięki której jeszcze nie wymarliśmy. Aczkolwiek w tym aspekcie to nie wiem, czy tacy ludzie przypadkiem nie działają na korzyść natury, naprawdę.
Mówiąc krótko, albo coś się zmieni, albo wyginiemy.

2 komentarze:

  1. Jakbym słyszała wypowiedzi mojego kolegi :D. Widać, że jesteś inteligentną osobą.. Życzę powodzenia w prowadzeniu bloga :*.

    OdpowiedzUsuń